Pierwsza wizyta fizjo 280 zł | Osteopatia 350 zł | 570 829 999

Kwalifikacja na Mistrzostwa Świata IRONMAN 70.3 Nicea 2026

Z nieskrywaną radością i ogromną dumą chwalimy się najnowszym osiągnięciem Mariusza Gnoińskiego, jednego z najbardziej wytrwałych reprezentantów naszego gabinetu. Wywalczył kwalifikację na Mistrzostwa Świata IRONMAN 70.3, które odbędą się w przyszłym roku w Nicei!

Ten ogromny sukces jest zwieńczeniem niezwykle intensywnego sezonu i dowodem na to, że ciężka praca, determinacja i mądre dbanie o regenerację przynoszą spektakularne efekty.

Miejsce bitwy: IRONMAN 70.3 Costa Navarino

Miejscem, w którym Mariusz przypieczętował swój awans, były zawody IRONMAN 70.3 Costa Navarino w Grecji. To malowniczy, ale i niezwykle wymagający wyścig. Trasa, wbrew niektórym opiniom, wcale nie była płaska. Zawodników czekało 1,9 km pływania w zatoce, która mimo porannego spokoju, potrafiła zaskoczyć falami. Następnie 90-kilometrowa trasa rowerowa prowadząca przez gaje oliwne i wzgórza, z przewyższeniami sięgającymi blisko 800 metrów. Na koniec 21,1 km biegu po pofałdowanym, choć pięknie położonym terenie.

Dla Mariusza był to ostatni ważny start w tym roku, poprzedzony serią wyczerpujących zawodów tydzień po tygodniu, w tym startami w Tallinie i Istambule.

Od dramatu do chwały: Przebieg wyścigu

Ten start nie był jednak spacerkiem. Jak sam Mariusz relacjonuje, był to prawdziwy rollercoaster, który zaczął się tuż po wyjściu z wody.

Pływanie i… powrót do strefy zmian

Pływanie poszło lepiej niż zwykle, co Mariusz przypisuje progresowi wynikającemu z treningów pod okiem ekspertów. Z wody wyszedł mniej więcej w połowie stawki. I wtedy zaczął się dramat. Po dobiegnięciu do roweru, już gotowy do jazdy, zorientował się, że zapomniał o numerze startowym, który w Grecji, inaczej niż w Polsce, był obowiązkowy na etapie kolarskim.

„[…] okazało się, że zapomniałem numerku […] więc 150 metrów powrót do worka […] i powrót do roweru”.

Pech na rowerze i szaleńcza pogoń

Gdy wydawało się, że to koniec problemów, okazało się, że korek w przednim bidonie z odżywką został wciśnięty, a cenne węglowodany zaczęły się wylewać.

Te wszystkie sytuacje spowodowały jedno: trzeba było nadrobić stracony czas. Mariusz od początku ruszył bardzo mocno. Efekt? Mimo problemów technicznych i fragmentów trasy, gdzie wąskie drogi uniemożliwiały wyprzedzanie, na rowerze awansował o blisko 400 miejsc w klasyfikacji generalnej!

Bieg po marzenia

Po szybkiej zmianie T2 (nie licząc drobnej, 10-sekundowej awarii gumki w bucie), Mariusz ruszył na trasę biegową. Jak sam mówi, czuł się rewelacyjnie, być może dzięki adrenalinie po problemach na rowerze.

„Tak dobrze się czułem […] ten bieg zaczął się bardzo dobrze i w sumie te tempo można było utrzymać do końca. W pewnym momencie się człowiek wystraszył, bo biegłem patrząc na zegarek za szybko, jak dla mnie […] natomiast jeżeli mam możliwość i ciało pozwoliło jeszcze przyspieszyć na samym końcu przy ostatnich dwóch kilometrach, to znaczy, że było całkiem nieźle”.

Ten niesamowity bieg dał mu 2. czas w jego grupie wiekowej i 26. czas pośród wszystkich blisko tysiąca startujących.

Wynik: NICEA!

Ostatecznie Mariusz ukończył zawody na 40. miejscu w klasyfikacji generalnej (na ok. 1000 startujących). Kiedy podczas ceremonii wręczania slotów okazało się, że kilku zawodników przed nim ma już kwalifikację, stało się jasne – Mariusz zdobył upragniony bilet na Mistrzostwa Świata w Nicei!

Jest to jego pierwsza kwalifikacja w życiu. To niezwykłe o tyle, że Mariusz swój pierwszy triathlon ukończył zaledwie w 2022 roku.

Wiek to tylko liczba

Jesteśmy dumni, że możemy być częścią tej drogi. Historia Mariusza to najlepszy dowód na to, co sam powtarza: „wiek to tylko liczba”. Mając 52 lata, pokazuje, że na realizację marzeń nigdy nie jest za późno.

Kluczem jest jednak, co sam podkreśla, zdroworozsądkowe podejście, trening pod okiem specjalistów i dbanie o regenerację.

Jako gabinet, cieszymy się, że możemy wspierać takich zawodników w ich drodze, dbając o to, by kontuzje omijały ich szerokim łukiem.

Gratulujemy Mariuszowi i już teraz trzymamy kciuki za Niceę! Niech ta historia będzie inspiracją dla nas wszystkich. Jak podsumował to Mariusz:

„Pamiętajmy, że robimy to dla siebie, dla swojego zdrowia, żeby być w lepszej formie […] reasumując, próbujmy, szukajmy swojej drogi, swojego sposobu na zdrowie. Jeżeli to będzie jakakolwiek forma ruchu, to będzie tym bardziej lepiej”.